oceń Ocena:
*****

|

|

rozmiar czcionki

2011-03-24

Bliźnięta - takie same, a jednak różne

Jakie podobieństwa widzicie w swoich bliźniakach?
Pytanie to zadała psycholog prowadząca warsztaty dla rodziców bliźniąt.

Galeria

Pierwsza odpowiedź była zrównoważona: "Uważam, że bliźnięta są znakiem szczególnego błogosławieństwa. Nasze mają takie same nawyki, wyglądają identycznie, lecz natura jest tak mądra, że poza podobieństwami obdarowuje różnicami. Większość ludzi ma problem by nasze dzieci odróżnić, ale my widzimy różne drobne różnice i nie mamy z tym problemu."
Reszta grupy wyglądała na zszokowaną pytaniem: "Jak to w czym są podobne? W niczym, w ogóle, są kompletnie różne!" powiedziała mama monozygotycznych dziewczynek. "Jak może pani żądać od nas doszukiwania się podobieństwa?" dodała inna, "No jak już muszę coś powiedzieć – mają to samo nazwisko" dopowiedziała trzecia.
Faktem jest, że w pierwszym roku życia dziecko nie ma poczucia odrębności od mamy. Czasem ten stan nazywa się wręcz symbiozą: "ja i mama to jedno i to samo". Do trzeciego roku życia trwa proces oddzielenia i indywidualizacji – czyli odkrywania, że jednak jestem kimś odrębnym – sobą, ja, nie-mamą. U bliźniąt w okresie tym pojawia się dodatkowe zadanie rozwojowe. Ponieważ bliźnięta są bardzo ze sobą związane emocjonalnie muszą nauczyć się, że są kimś innym nie tylko od mamy, lecz także od brata czy siostry.


Jesteśmy podobni

Z jednej strony rodzice czasem utrudniają dzieciom proces indywidualizacji – np. ubierając je w identyczne ubranka. Zdaję sobie sprawę, że jest to ogromna pokusa, gdyż tak samo ubrane bliźnięta jednojajowe wyglądają po prostu rozkosznie. Jednak problemem może być postawa przeciwna – obsesyjne zwalczanie wszelkich przejawów traktowania bliźniąt jak... bliźniąt. Wielu rodziców na pytanie znajomych: "Jak tam bliźniaki?" lodowatym tonem głosu poprawia: "Pytasz jak się miewa Janek i Zosia?" Posyłają dzieci do różnych oddziałów przedszkola, czy innych szkół – teoretycznie po to, by ułatwić im indywidualizację. Skutki obsesyjnego koncentrowania się na różnicowaniu są opłakane. Po pierwsze – ogromny stres i milion powodów do zdenerwowania. Podam przykład. Jedziemy na spacer wózkiem. Łucja – w różowej kurteczce, czapeczka z księżniczką, spódniczka, różowe botki. Marcel – granatowa kurteczka z Bobem Budowniczym, brązowe spodenki i buty, brązowa czapka  z samochodzikiem. Zaczepia nas jakaś pani: "A te bliźniaki to dziewczynki, czy chłopcy"? Oznacza to, że próba walki ze społecznym spostrzeganiem bliźniąt jako jedności to walka z wiatrakami. Łatwiej jest po prostu przyjąć to do wiadomości i przestać się tym przejmować. Pamiętajmy, że największy wpływ mają ludzie, z którymi dziećmi mają kontakt na co dzień – czyli to od nas zależy czy będziemy proces indywidualizacji ułatwiać, czy utrudniać.
Po drugie – sztuczne rozdzielanie bliźniąt (w żłobku, przedszkolu czy szkole) jest nie tylko obciążające organizacyjnie, lecz niszczy naturalną i bardzo korzystną dla rozwoju więź emocjonalną łączącą bliźnięta. Obecność naturalnego sprzymierzeńca, przyjaciela w grupie rówieśniczej dodaje im pewności siebie, daje poczucie bezpieczeństwa. Nie istnieje ani jedno badanie naukowe, które wykazałoby wyższość rozdzielania bliźniąt nad posyłaniem ich do jednej grupy przedszkolnej czy szkolnej!


Chcemy być różni

Okres do trzeciego roku życia jest kluczowy dla powstania poczucia odrębności, własnej tożsamości. Jest to proces następujący naturalnie, aczkolwiek główni opiekunowie mogą ten proces utrudniać lub ułatwiać. Różne ubranka – pomagają w indywidualizacji, aczkolwiek od wielkiego święta można bez wyrzutów sumienia ubrać maluchy identycznie. Zwracanie się do bliźniąt po imieniu powoduje, że one też zaczynają do siebie mówić po imieniu, a nie określać się jako "bliźniaki". Jeżeli zauważacie odrębne zainteresowania, warto je pielęgnować, ale nie róbcie nic na siłę. Kolejny istotny drobiazg, który możecie zrobić by dopomóc w rozwoju unikatowej tożsamości to przeznaczanie części czasu na zabawę z każdym z dzieci z osobna. Zwykle oznacza to, że jednym dzieckiem musi się zająć mama a drugim tata (gdyż naturalnie chcą uczestniczyć w każdej zabawie wspólnie), lecz warto kilka razy w tygodniu przeznaczyć po pół godziny na zabawę indywidualną.
Nie dajcie się wkręcić w poczucie winy, jeśli czasem powiecie o waszych dzieciach: "bliźnięta", czy ubierzecie je tak samo. Jeśli macie więcej dzieci – zauważcie, ze czasem mówicie o nich: "moje dzieci", "dziewczyny" czy "chłopaki" i nic strasznego się nie dzieje! Nie bójcie się też dostrzegania podobieństw. To naturalne, że rodzeństwo jest do siebie podobne, a jako rodzice szybko zauważycie różnice w zachowaniu nawet bliźniąt monozygotycznych.
Posyłanie do osobnych przedszkoli jest bardziej szkodliwe (pozbawienie oparcia emocjonalnego) niż sprzyjające indywidualizacji. Można to ewentualnie rozważyć na poziomie szkoły podstawowej, o ile dzieci wykazują odmienne talenty i zainteresowania. Jednak tylko w tym wypadku posłanie jednego dziecka np. do szkoły sportowej, a drugiego do muzycznej ma sens.

Bogna Białecka - psycholog
 

Oceń artykuł:

Jeśli chcesz dodać komentarz musisz się zalogować.


Poczytaj również

  • Dziecięce lęki

    Dziecko nawet na krok was nie odstępuje. W sali zabaw chce byście cały czas trzymali go za rękę. W teatrze gdy...

  • Wspólne przygotowania do świąt

    Święta dopiero za kilka tygodni, ale przygotowania do nich idą w wielu domach pełną parą.

  • Szkarlatyna u dzieci - objawy i leczenie

    Większość mam, gdy kolejny raz słyszy od malucha „Boli mnie gardło”, w pierwszej chwili myśli...

  • Czy Twój maluszek jest marudny?

    Twoje dziecko jęczy, kwęka, marudzi, kaprysi i biadoli? Nie ono jedno – kilkulatki są mistrzami świata w...

  • Nowości w diecie

    Żywienie w trzecim roku życia różni się od żywienia w drugim roku głównie tym, że dziecko musi...

Zapraszamy do rejestracji w portalu.

Dzięki rejestracji:

Załóż konto

Posiadasz już konto? Zaloguj się!