oceń Ocena:
*****

|

|

rozmiar czcionki

2012-11-30

Kiedy dziecko się buntuje

Jako rodzice bardzo często znajdujemy się w sytuacji, kiedy nasze ukochane maleństwo, które do tej pory było takie cudowne, śliczne, grzeczne, niemalże chodzący ideał nauczy się któregoś dnia bardzo krótkiego, ale jakże znamiennego w skutki słówka „nie”.

Galeria

Niektóre szkraby uczą się go szybciej, inne później, jednak mimo wszystko nie powinniśmy mieć złudzeń… wszystkie to w końcu powiedzą! Ba powiem więcej, że będzie to wkrótce jedno z ich ulubionych słówek…później dojdą do kompletu inne słowa, nie mniej wkurzające, typu: nie chcę, nie mogę, nie mam ochoty, nie wiedziałem, nie lubię, nie znoszę, aż do cięższego kalibru, które często zdarza nam się usłyszeć w wieku dojrzewania naszego dziecka - nie na widzę cię!

Kiedy rodzice stają przed koniecznością zmierzenia się z taką właśnie sytuacją, bardzo często zadają sobie pytania: co robić?, jak zareagować? , jak wyjść z twarzą z tej swoistej próby sił? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, tak jak nie ma złotego środka, czy najlepszego sposobu zachowania w takiej sytuacji. Bardzo ważny jest kontekst sytuacyjny, wiek dziecka oraz sprawa, której to „nie” dotyczy. Jedno jest jednak pewne, zawsze warto dogadać się z dzieckiem, nie potrzebne są jakieś wielkie dyskusje, trzeba pociechę wziąć sposobem i tyle…nie jest to rzeczą łatwą, zwłaszcza, że są to naprawdę bardzo inteligentne bestyjki…mamy więc duże pole do popisu, musimy błysnąć intelektem i kreatywnością.

Jeśli buntuje się dwulatek sprawa jest stosunkowo prosta…taki maluch potrafi się bardzo mocno uprzeć, dać mistrzowski pokaz wszelkich targających nim emocji…ale bardzo szybko potrafi też zapomnieć o sprawie, można odwrócić jego uwagę, podroczyć się z nim, czy skierować całe zainteresowanie na zupełnie inne obszary.

Czterolatek, sześciolatek doskonale opanował już sztukę manipulacji, generalnie już wie, co zrobić aby rzeczywiście nas wkurzyć. Tutaj rodzic powinien wykazać się sztuką opanowywania emocji i konwersacji…nie warto się zbytnio szarpać, tylko trzeba się jakoś z dzieckiem dogadać. Sądzę, że negocjować z dzieckiem możemy na każdym etapie jego rozwoju, trzeba tylko znaleźć sposób, aby do niego dotrzeć. Oczywiście powinniśmy stawiać jasne i zrozumiałe dla niego granice, ale czasami musimy po prostu odpuścić…nie traktujmy to jako wielkiej życiowej porażki, tylko jako swoisty taniec, na zasadzie próby sił…ja trochę ustąpię, to ty też trochę…a wszystko da się jakoś opanować. Jest to bardzo cenna umiejętność, którą nabywamy my rodzice, ucząc się cierpliwości, słuchania dziecka, rozmowy, odpowiedzi na jego potrzeby. Sposób, w jaki potrafimy wybrnąć z trudnych sytuacji dotyczących naszego dziecka, rozwiązywanie sporów i konfliktów jest bardzo uważnie obserwowane przez naszą pociechę, która doskonale potrafi już wysnuwać odpowiednie wnioski i uczy się, jak można zachowywać się w takich sytuacjach. W dużej mierze od nas dorosłych nauczy się, że złość, wrzask, nie prowadzi do niczego, że tylko rozmowa, jasne sformułowanie oczekiwań, wyartykułowanie naszych potrzeb, próby kompromisu potrafią zdziałać cuda.

Nie traktujmy naszych dzieci, jak nierozumnych, głupiutkich, niedoskonałych i nieodpowiednich dla nas rozmówców, okazujmy im szacunek, zainteresowanie ich problemami, bez względu na to, jak bardzo wydawałyby się nam banalne. Traktujmy w miarę możliwości jak partnerów w rozmowie, a odpłacą się zapewne tym samym…kiedy przyjmą odpowiednie wzorce będą umiały się nimi posłużyć i same radzić sobie w trudnych sytuacjach.

Później nawet bardzo zbuntowany, pryszczaty nastolatek nie będzie dla nas wyzwaniem, któremu nie będziemy umieli sprostać…gdyż będzie umiał prowadzić rozmowę( to co, że czasem zbyt głośną, przeładowaną emocjami), jeśli będzie wiedział, że to co mówi jest dla nas ważne, że nas obchodzi i wzbudza nasze szczere zainteresowanie. Nie zbywajmy naszego nastolatka zdawkowym „jak tam było w szkole?” – jeśli nie interesuje nas odpowiedź… nie pytajmy o nic, nasze dziecko bardzo szybko wyczuje fałsz i okaże zniecierpliwienie, wybuchnie, lub zamilknie i nie będzie chciało z nami rozmawiać…bo i po co? Obojętność to bardzo przykre doświadczenie, a dla nastolatka to tragedia…Każdy z nas oczekuje uwagi, zainteresowania, nie potrzebujemy słów, tylko miłości, a tam nie ma miejsca na obojętność. Kiedy nasze dziecko pokaże szeroki wachlarz teatralnych zachowań, dajmy mu do zrozumienia, że szantaż emocjonalny nie ma sensu…pozwólmy mu odetchnąć i wróćmy do rozmowy później…naprawdę nie warto dać się wmanewrować w otwartą wojnę…kiedy będziemy zdenerwowani, nasza jasność umysłu gdzieś się ulotni, a wtedy o katastrofę już nie trudno.
 

Relacja rodzic dziecko oparta na szacunku, prawdzie, wzajemnym zainteresowaniu wyposaża nasze dziecko na przyszłość. Człowiek którego wychowujemy będzie umiał rozwiązywać problemy, sygnalizować swoje potrzeby, będzie empatyczny, pełen godności i szacunku do drugiego człowieka, będzie też umiał zauważyć innych ludzi i ich potrzeby…a tylko taki człowiek będzie potrafił kreować lepszą rzeczywistość.

 

 

 

Aneta Szmyt-Bryza

Oceń artykuł:

Jeśli chcesz dodać komentarz musisz się zalogować.


Poczytaj również

Zapraszamy do rejestracji w portalu.

Dzięki rejestracji:

Załóż konto

Posiadasz już konto? Zaloguj się!