oceń Ocena:
*****

|

|

rozmiar czcionki

2012-02-29

Samodzielne zasypianie

Trudno jest określić moment, w którym dziecko powinno być uczone samodzielnego zasypiania. Zgadza się… - uczone. To my, rodzice, musimy pokierować tym procesem.

Galeria

Maluch, który od pierwszych dni życia śpi z rodzicami, po ukończeniu kilku miesięcy nie będzie chciał zasypiać w swoim łóżeczku. Przez długi czas rodzice również uwielbiają czuć bliskość dziecka, tulić je w ramionach, kołysać do snu. Następuje jednak ten moment, gdy usypianie staje się męczące lub chcielibyśmy odzyskać łóżko. Co wtedy robić?


Kiedy zacząć
Wiele mam i specjalistów uważa, że powinniśmy jak najwcześniej uczyć samodzielnego zasypiania, na przykład w trzecim miesiącu życia. Maluszek musi być jednak przynajmniej w pewnym stopniu gotowy. Można spotkać się z opinią, że czasem sugerującym rozpoczęcie samodzielnego zasypiania, jest wydłużanie nieprzerwanego snu nocnego (np. 5-6 godzin). Stosowanie jednak przez wiele dni którejś z metod usypiania, z niemalejącym płaczem i chlipaniem dziecka, wskazuje prawdopodobnie na konieczność odłożenia nauki. Samodzielne zasypianie nie może też pokrywać się z trudną sytuacją w życiu maluszka (chorobą, szczepieniem, ząbkowaniem, wyjazdem). Dobrze jest też, jeśli na ten czas rodzice będą mogli spać mniej w nocy, na przykład w weekendy.


Wieczorne rytuały
Dobrą inwestycją w naukę samodzielnego zasypiania jest na pewno pilnowanie rytuału i powtarzanie go co wieczór. Taka naturalna kolejność pomoże maluszkowi w oswojeniu się z porą na położenie się w łóżeczku i zaśnięcie. Ważne jest trzymanie się rytuału i wybranej metody zasypiania. Jeśli dziecko płacze, nie biegnijmy od razu, żeby wziąć je na ręce. W ten sposób nigdy nie wypracujemy samodzielności. Zamiast tego spróbujmy śpiewania, mruczenia, głaskania po pleckach, trzymania za rączkę.


Zawsze w swoim łóżeczku
Pamiętajmy, że w samodzielnym zasypianiu dążymy do tego, żeby maluch zasypiał w swoim łóżeczku, a nie w łóżku rodziców. Przenoszenie uśpionego dziecka z łóżka do łóżeczka nie jest rozwiązaniem. Co więcej – pogarsza sytuację. Przebudzony w nocy szkrab może się przestraszyć, że znajduje się w innym miejscu niż w tym, gdzie zasypiał. Może też zdarzyć się, że dziecko nie chce zasypiać w łóżeczku, ponieważ zwyczajnie nie zna tego miejsca. Trzeba wtedy dać mu czas na oswojenie się w ciągu dnia. Łóżeczko jest też świetnym miejscem do zabawy ze swoimi ulubionymi zabawkami. Warto jest też zadbać o to, żeby dzienne drzemki miały miejsce w łóżeczku (a nie na przykład w wózku, na spacerze).


Konsekwencja
Niezmiernie ważna jest konsekwencja, wspólne dążenie do samodzielnego zasypiania dziecka. Jeśli jedno z rodziców próbuje uczyć zasypiania, a drugie już po kilku chwilach płaczu maluszka biegnie mu z pomocą (czyli bierze na ręce, kołysze), to proces ten nie ma najmniejszego sensu. Trzeba też trzymać się, przynajmniej do pewnego momentu, jednej metody zasypiania. Dziecko musi mieć czas na oswojenie się i naukę, a zbyt szybka zmiana uniemożliwia akceptację.


Jaką metodę wybrać?
Sam sposób, metoda ucząca samodzielnego zasypiania, wydaje się być wobec powyższych wymogów sprawą drugorzędną. Niemniej warto jest spróbować wskazań specjalistów. Najsłynniejsza wydaje się być metoda Tracy Hogg, zwana też potocznie metodą 3-5-7. Oznacza ona, że rodzice powinni reagować na płacz dziecka (wynikający oczywiście z nauki samodzielnego zasypiania) co 3 minuty, następnie co 5 i 7 minut. W skrócie wygląda to tak: po wieczornym rytuale głaszczemy, śpiewamy, całujemy dziecko i wychodzimy. Jeśli maluch płacze, wracamy po 3 minutach i uspokajamy, nie przedłużając zbytnio tego momentu. Nasz kolejny powrót ma miejsce po 5 minutach, a następny po 7. Inna metoda polega na towarzyszeniu dziecku w zasypianiu. Malec leży w łóżeczku, a my mu śpiewamy, mruczymy, czytamy, trzymamy za rączkę, ale nie bierzemy na ręce, gdy płacze. Po kilku wieczorach siadamy w zasięgu wzroku maluszka, ale już nie w zasięgu ręki. Można siadać na krześle i wraz z kolejnymi wieczorami, przesuwać je coraz bardziej ku wyjściu z pokoju. Dążymy do tego, żeby mama lub tata od razu wychodzili z pokoju. Jednak dajemy sobie na to sporo czasu. Wśród rodziców znajdą się też zwolennicy pozostawiania dziecka do „wypłakania się”. Pamiętajmy jednak, że płacz jest komunikatem od maluszka, że jest mu źle. Gdy nie reagujemy wcale, dziecko czuje się opuszczone.
 

Anna Chmielewska - pedgog

Oceń artykuł:

Jeśli chcesz dodać komentarz musisz się zalogować.


Poczytaj również

Zapraszamy do rejestracji w portalu.

Dzięki rejestracji:

Załóż konto

Posiadasz już konto? Zaloguj się!